Utwór rozpoczyna się od opisu prawdziwego zdarzenia: w Aspinwall, niedaleko Panamy, ginie latarnik. Jego zniknięcie podczas burzy sprawia, że trzeba natychmiast znaleźć następcę, ponieważ latarnia jest ważna dla żeglugi w zatoce Moskitów. Konsul Stanów Zjednoczonych, Mr. Izaak Falconbridge, ma mało czasu i niewielu kandydatów, bo służba na latarni jest trudna, samotna i niemal więzienna. Latarnik mieszka sam na skalistej wysepce, codziennie wspina się po ponad czterystu schodach, zapala światło, wywiesza flagi i prawie nie opuszcza miejsca pracy.
Właśnie wtedy zgłasza się stary Polak, Skawiński. Ma około siedemdziesięciu lat, białe włosy, postawę żołnierza i twarz człowieka uczciwego, lecz smutnego. Falconbridge wypytuje go o przeszłość. Skawiński mówi, że „tułałem się” i że potrzebuje odpoczynku. Pokazuje swoje „świadectwa” – krzyże i odznaczenia zdobyte w wielu wojnach: w roku trzydziestym, w wojnie karlistowskiej, w Legii Francuskiej, na Węgrzech i w walce w Stanach przeciw południowcom. Oświadcza, że potrafi być „sumiennym latarnikiem”, a jego nogi wytrzymają wejścia po schodach, bo „przeszedłem piechotą „pleny””. Falconbridge widzi, że to były żołnierz i człowiek uczciwy, ale waha się ze względu na jego wiek.
Skawiński prosi bardzo gorąco o tę posadę. Mówi, że jest „bardzo znużony i skołatany”, że potrzebuje spokoju i chce wreszcie mieć miejsce, które będzie jego „portem”. Porównuje siebie do statku, który bez wejścia do portu zatonie. Konsul wzrusza się i przyjmuje go do służby. Jeszcze tego samego wieczoru Skawiński obejmuje stanowisko. Na balkonie latarni patrzy na morze i czuje, że po wielu latach tułaczki wreszcie znalazł bezpieczne schronienie. Przypomina sobie swoje dawne losy: był kopaczem złota w Australii, szukał diamentów w Afryce, był strzelcem w Indiach Wschodnich, prowadził farmę w Kalifornii, handlował w Brazylii, pracował w Helenie, walczył z Indianami, służył na statkach, miał fabrykę cygar w Hawanie, a wszędzie spotykały go klęski. Sam zaczyna wierzyć, że prześladują go „wszystkie cztery żywioły”, a nawet że jakaś mściwa ręka ściga go po świecie. Mimo tego zachował cierpliwość, uczciwość i zdolność do nadziei, choć z wiekiem coraz bardziej pragnął tylko spokoju.
Na nowej wyspie nocą siedzi w ciszy, słyszy tylko szum morza i tik–tak zegara. Czuje się bezpieczny, jakby burza jego życia wreszcie minęła. Jego myśli wracają do dawnych nieszczęść, ale obok nich pojawia się nadzieja na spokojną przyszłość. Latarnia staje się dla niego miejscem odpoczynku po wielu latach niepowodzeń.