Mały Książę spotkał na Ziemi lisa, który wyjaśnił mu, że „oswoić znaczy stworzyć więzy”. Lis tłumaczył, że dopiero oswojenie sprawia, iż ktoś staje się jedyny na świecie, a życie nabiera znaczenia. Mówił też o cierpliwości i o „obrządku”, dzięki któremu pewne dni i godziny różnią się od innych. Dzięki rozmowie z lisem Mały Książę zrozumiał, że jego róża jest wyjątkowa nie dlatego, że jest jedyna wśród wszystkich róż, lecz dlatego, że poświęcił jej czas, opiekował się nią i brał za nią odpowiedzialność. Pożegnał się z lisem, który zdradził mu swój sekret: „dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.
Następnie Mały Książę spotykał inne postacie. Rozmawiał ze Zwrotniczym, który kierował pociągami i podróżnymi, a także z Kupcem sprzedającym tabletki gaszące pragnienie, mające oszczędzać czas. Mały Książę nie rozumiał jednak, po co ludzie tak się spieszą i dokąd zmierzają. Mówił, że tylko dzieci naprawdę wiedzą, czego szukają. Później wraz z narratorem, który miał uszkodzony samolot, rozpoczął poszukiwanie studni na pustyni. Szli długo, aż o świcie odnaleźli studnię, która nie przypominała zwykłej saharyjskiej dziury, lecz wiejską studnię z blokiem, liną i wiadrem.
Gdy Mały Książę napił się wody, uznał ją za szczególną, bo została odnaleziona po długiej wędrówce pod gwiazdami. Powiedział, że to, czego szuka człowiek, może być ukryte „w jednej róży lub w odrobinie wody”, a „szukać należy sercem”. W tym czasie narrator coraz wyraźniej rozumiał, jak ważny jest dla chłopca jego kwiat. Mały Książę zaczął też mówić o rocznicy przybycia na Ziemię i o tym, że „spadłem niedaleko stąd”. Narrator odczuwał coraz większy niepokój, lecz chłopiec kazał mu wrócić do samolotu i obiecał, że poczeka.
Następnego wieczora narrator zobaczył Małego Księcia siedzącego na murku i rozmawiającego z kimś niewidzialnym. Chłopiec pytał, czy ktoś pamięta miejsce, w którym spadł, i czy zejdzie we wskazane miejsce. Wtedy zbliżyła się żółta żmija. Narrator wybiegł z rewolwerem, ale żmija zniknęła. Chwycił Małego Księcia w ramiona, zdjął mu złoty szalik, zwilżył skronie i podał wodę. Mały Książę mówił, że wraca „do siebie”, że jest to daleko i trudno, oraz że nie może zabrać ze sobą ciała, które jest zbyt ciężkie. Wspomniał też o róży, za którą jest odpowiedzialny.
Przed odejściem wyjaśnił, że jego śmierć będzie tylko pozorem. Poprosił narratora, by nie patrzył na to cierpienie i nie martwił się ukąszeniem, bo żmija nie ukąsi drugi raz. Potem zrobił krok naprzód, a żółta błyskawica mignęła przy jego nodze. Osunął się powoli, „jak pada drzewo”, i piasek stłumił dźwięk upadku. Następnego dnia narrator nie znalazł jego ciała, uznał więc, że Mały Książę wrócił na swoją planetę.
W ostatnim rozdziale narrator wyznaje, że minęło sześć lat od tych wydarzeń. Nadal słucha nocą gwiazd, które przypominają mu „pięćset milionów dzwoneczków”. Zastanawia się jednak, czy dobrze narysował kaganiec dla baranka, bo zapomniał dodać do niego rzemień. Myśli wtedy o róży na planecie Małego Księcia: możliwe, że baranek ją zjadł, a możliwe, że chłopiec nadal dobrze jej pilnuje. Narrator podkreśla, że to największa tajemnica jego opowieści. Prosi, by patrzeć w niebo i pytać, czy baranek zjadł różę, bo odpowiedź zmienia cały obraz świata. Na końcu przypomina rysunek pustyni i miejsca, w którym Mały Książę zjawił się na Ziemi i znikł.