Po ujawnieniu prawdy następuje katastrofa. Chór z przerażeniem komentuje los człowieka, którego szczęście okazało się kruche. W exodosie posłaniec domowy przynosi wieść, że Jokasta powiesiła się w komnacie. Edyp, zobaczywszy jej ciało, rozrywa szaty i wyłupuje sobie oczy sprzączkami z ubrania Jokasty. Czyni to dlatego, że nie chce już oglądać świata, w którym dopuścił się tak strasznej zbrodni. Wzywa bogów i ludzi, prosi o wygnanie z Teb i uznaje siebie za zakałę kraju. W rozmowie z chórnikiem i Kreonem prosi, aby nie zostawiano go w mieście. Kreon nie przyszedł go poniżyć, lecz chce zadbać o to, co należy do domu i państwa. Najpierw każe odprowadzić Edypa do wnętrza pałacu, a później zgadza się wysłać go na wygnanie, lecz przedtem chce zapytać bogów o wolę.
Edyp prosi jeszcze o ostatnią łaskę: chce zobaczyć córki, Antygonę i Ismenę. Kreon wprowadza dziewczynki. Edyp żegna je z wielkim bólem i mówi, że ich życie będzie trudniejsze niż jego własne, bo będą musiały znosić hańbę pochodzenia. Prosi Kreona, by zaopiekował się nimi po jego odejściu. Na końcu zostaje sam z własną klęską, a chór przypomina, że nie należy nazywać człowieka szczęśliwym, dopóki nie przejdzie przez całe życie bez cierpienia i nieszczęść. Tak kończy się tragedia: Edyp, niegdyś wybawca Teb, zostaje zdemaskowany jako człowiek, który nieświadomie spełnił straszną przepowiednię i sam sprowadził na siebie oraz na swój dom zagładę.