lektury on-line

Kategorie

Niewidoma dziewczynka i przemiana mecenasa

W lokalu naprzeciw gabinetu pana Tomasza zamieszkały dwie kobiety utrzymujące się z pracy oraz mała, około ośmioletnia dziewczynka. Jedna kobieta szyła, druga wyrabiała pończochy i kaftaniki na maszynie. Dziewczynka siedziała zwykle przy oknie. Była ładna, lecz blada, nieruchawa i cicha. Mecenas długo nie rozumiał, dlaczego nie biega, nie śmieje się i nie okazuje radości. Dopiero gdy zobaczył, jak matka podaje jej bukiecik kwiatów, a dziecko smutno mówi: „Prawda, mamo, że tu jest smutno…”, zaczął uważniej ją obserwować.

Pewnego dnia zauważył, że dziewczynka patrzy prosto w słońce. Zrozumiał wtedy: „Ona nie widzi!”. Okazało się, że dziecko straciło wzrok po ciężkiej chorobie, która zaczęła się w szóstym roku życia. Przez długi czas rodzina miała nadzieję, że widzenie wróci, lecz nadzieja nie spełniła się. Dziewczynka nie mogła pojąć, dlaczego nie widzi matki, lusterka, ogrodu ani swojego odbicia. Najmilsze były dla niej dotyk i poznawanie przedmiotów rękami. Bardzo cieszyła się z porcelanowej lalki, a w nocy budziła się, myśląc, że skoro nie widzi, to już „jest dzień”. Z czasem jej pamięć wzrokowa zaczęła zanikać, a wyostrzały się inne zmysły: słuch, dotyk i powonienie. Rozpoznawała kroki stróża, wóz drabiniasty, dorożkę czy śmieciarkę. Potrafiła nawet odgadnąć, co robi służąca, słysząc bardzo słabe odgłosy zza parkanu. Jednak brak wzroku wciąż dawał jej się we znaki, więc tęskniła za nowymi wrażeniami.

Największą przyjemność sprawiały jej wyprawy do piwnicy i na strych. W piwnicy panował chłód, cisza i mrok — był to dla niej „dzień”. Na strychu było jasno, ciepło i głośno: dolatywały tam ptaki, szelest drzew, odgłosy ulicy i domu. Tam czuła prawdziwe życie. Kiedy jednak matka z przyjaciółką przeprowadziły się do domu pana Tomasza, dziewczynka utraciła te miejsca. W nowym domu nie wolno jej było chodzić na strych ani do piwnicy, podwórze było ciche i puste, a jedynym urozmaiceniem pozostawało słońce zaglądające do okna. Właśnie dlatego dziecko znowu zaczęło przygasać. Mecenas, widząc jej smutek, coraz częściej myślał: „Biedne dziecko!”.

W tym czasie otrzymał do przejrzenia skomplikowaną sprawę majątkową i jako dawny adwokat wciągnął się w analizę akt. Pewnego dnia na podwórzu, tuż pod jego oknem, odezwała się katarynka. Hałaśliwa, fałszywa i wrzaskliwa muzyka doprowadziła go do wściekłości. Pan Tomasz wychylił się przez okno, by nawrzeszczeć na kataryniarza, lecz nagle spojrzał na dziewczynkę. Niewidome dziecko tańczyło po pokoju, klaszcząc w ręce, a z oczu płynęły jej łzy radości. Katarynka i głośna trąba były dla niej źródłem wielkiego szczęścia, bo dostarczały wrażeń, jakich na co dzień jej brakowało. Kataryniarz, widząc jej zachwyt, jeszcze bardziej grał i przytupywał. Wtedy pan Tomasz zrozumiał, że musi inaczej spojrzeć na sprawę.

Po chwili wezwał stróża i zamiast kazać usuwać katarynki, polecił, by przez pewien czas codziennie je wpuszczał na podwórze. Stróż był zdumiony, ale mecenas wytrzymał jego spojrzenie i nazwał go „głupiś, mój kochany”. Potem dał kataryniarzowi dziesiątkę, zapisał adresy kilku okulistów i wyszedł z myślą, że powinien był zająć się dzieckiem wcześniej.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia