lektury on-line

Kategorie

Kradzież skrzypiec i sąd

Najsilniejszym marzeniem Janka stają się prawdziwe skrzypce we dworze. Zauważa je lokaj, który grywa na nich dla panny służącej. Chłopiec podchodzi pod otwarte drzwi kredensu i patrzy na instrument jak na coś świętego, niedostępnego. Pewnej nocy, gdy państwo są za granicą, a w kredensie nikogo nie ma, Janko znów przychodzi pod dwór. Księżyc oświetla skrzypce i sprawia, że wyglądają niemal czarodziejsko. Chłopiec słyszy wiatrujący szept, jakby coś zachęcało go do wejścia. Waha się, ale ciekawość i pragnienie zwyciężają. Czołga się do środka.

W kredensie Janko zbliża się do skrzypiec i wyciąga po nie rękę. Chce ich dotknąć, choćby tylko na chwilę. Nagle ktoś go dostrzega. Rozlega się głos: „Kto tam?” Potem następuje zamieszanie, klątwy, płacz dziecka, szczekanie psów i bieganie świateł po szybach. Na drugi dzień chłopiec staje przed sądem u wójta jako złodziej. Wójt i ławnicy widzą, że to tylko mały, chudy, obity chłopiec, który ledwie stoi na nogach. Nie decydują się na cięższą karę. Polecają stójce Stachowi, by dał mu rózgą „na pamiątkę”.

Stach zabiera Janka do stodółki i bije go bez litości. Chłopiec woła tylko „Matulu!”, z każdym uderzeniem coraz ciszej. Matka przychodzi, zabiera syna do domu, ale jest już za późno, by go ocalić. Po tym biciu Janko nie wstaje następnego dnia. Zaczyna konać na tapczanie pod zgrzebnym kilimkiem. Ostatni raz wsłuchuje się w wiejskie dźwięki: śpiew dziewcząt wracających od siana i granie fujarek. Na jego kilimku leżą skrzypki z gonta, będące symbolem jego niespełnionego marzenia.

W chwili śmierci chłopiec pyta matkę: „Matulu, Pan Bóg mi da w niebie prawdziwe skrzypki?” Matka odpowiada, że tak, ale nie może powstrzymać rozpaczy. Janek umiera, a jego oczy stają się nieruchome. Ostatnie słowa utworu brzmią: „Pokój ci, Janku!”

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia