lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 76

— Tygellinie — rzekł — czy sądzisz, że czary mogą szkodzić bogom?
— Sam cezar o nich mówił — odpowiedział dworak.
— Boleść mówiła, nie cezar, lecz ty co o tym mniemasz?
— Bogowie są zbyt potężni, by mogli podlegać urokom.
— Miałżebyś zaś odmawiać boskości cezarowi i jego rodzinie?
— Peractum est! — mruknął stojący obok Epriusz Marcellus powtarzając okrzyk, jaki wydawał lud,
gdy gladiator w arenie ugodzony został od razu tak, że nie potrzebował dobicia.
Tygellinus zgryzł w sobie gniew. Między nim i Petroniuszem z dawna istniało współzawodnictwo
wobec Nerona i Tygellinus miał tę wyższość, że Nero mniej albo raczej wcale się wobec niego nie
krępował, aż dotąd jednak Petroniusz, ilekroć się zetknęli, pokonywał go rozumem i dowcipem.
Tak się stało i teraz. Tygellinus umilkł i tylko zapisywał sobie w pamięci tych senatorów i rycerzy,
którzy w chwili, gdy Petroniusz cofnął się w głąb sali, otoczyli go zaraz, mniemając, że po tym, co
zaszło, on będzie stanowczo pierwszym ulubieńcem cezara.
Petroniusz zaś wyszedłszy z pałacu udał się do Winicjusza i opowiedziawszy mu zajście z cezarem i
Tygellinem rzekł:
— Nie tylko odwróciłem niebezpieczeństwo od Aulusa Plaucjusza i Pomponii, a zarazem od nas
obydwóch, ale nawet od Ligii, której nie będą poszukiwali choćby dlatego, że namówiłem tamtą
miedzianobrodą małpę, by pojechała do Ancjum, a stamtąd do Neapolis lub Baiae. I pojedzie, w
Rzymie bowiem nie śmiał dotąd wystąpić publicznie w teatrze, wiem zaś, że od dawna ma zamiar
wystąpić w Neapolis. Potem marzy o Grecji, gdzie chce mu się śpiewać we wszystkich
znaczniejszych miastach, a potem wraz ze wszystkimi wieńcami, które mu ofiarują Graeculi,
odprawić triumfalny wjazd do Rzymu. Przez ten czas będziemy mogli szukać Ligii swobodnie i ukryć
ją bezpiecznie. A cóż? Czy nasz szlachety filozof nie był dotąd?
— Twój szlachetny filozof jest oszust. Nie! Nie był, nie pokazał się i nie pokaże się więcej!
— A ja lepsze mam pojęcie, jeśli nie o jego uczciwości, to o rozumie. Upuścił już raz krwi twemu
workowi i przyjdzie choćby po to, żeby jej upuścić po raz drugi.
— Niech się strzeże, bym ja mu krwi nie upuścił!
— Nie czyń tego; miej z nim cierpliwość, póki się dowodnie o oszustwie nie przekonasz. Nie dawaj
mu więcej pieniędzy, a natomiast obiecuj hojną nagrodę, jeśli ci przyniesie wiadomość pewną. Czy
przedsiębierzesz coś także na własną rękę?
— Dwaj moi wyzwoleńcy, Nimfidiusz i Demas, szukają jej na czele sześćdziesięciu ludzi. Ten z
niewolników, który ją odnajdzie, ma obiecaną wolność. Wysłałem prócz tego umyślnych na
wszystkie drogi wiodące z Rzymu, by w gospodach wypytywali o Liga i dziewicę. Sam przebiegam
miasto dniem i nocą, licząc na traf szczęśliwy.
— Cokolwiek będziesz wiedział, daj mi znać, bo ja muszę jechać do Ancjum.
— Dobrze.
— A jeśli któregokolwiek rana obudziwszy się powiesz sobie, że dla jednej dziewczyny nie warto się
dręczyć i czynić dla niej tylu zabiegów, to przyjeżdżaj do Ancjum. Tam nie zbraknie ni kobiet, ni
uciech.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional