lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 45

— He?
— Widzi mi się, że Boryna wyprawi sielne weselisko.
— Wyprawi abo i nie wyprawi! — odrzekł zgryźliwie, że to mruk był.
— Wyprawi! Wójt wama to mówi, to wierzcie. Ja już w tym. Wyrychtujemy taką z nich parę, że jaż ha!
— Ino klacz poniesie, bo ogier, widzi mi się, ma konopie w ogonie!
— Nie nasza to rzecz.
— Hale… dzieci nas wyklinać będą…
— Będzie galanto, ja, wójt, to wama mówię.
Weszli zaraz do chałupy Dominikowej.
W izbie było widno, zamieciono, czysto — spodziewali się ich przecie.
Dziewosłęby pochwalili Boga, przywitali się kolejno ze wszystkimi, bo i chłopaki siedzieli w izbie, usiedli na przysuniętych do komina stołkach i jęli pogadywać to o tym, to o owym.
— A to ziąb, jakby już na mróz szło — zaczął wójt ogrzewając ręce.
— Przeciech nie na zwiesnę idzie, to i nie dziwota!
— Zwieźliście już kapustę, co?
— I… ostało tam na kapuśnisku ździebko, ale teraz nie dojedzie — odpowiadała stara spokojnie i chodziła oczami za Jagną, która pod oknem motała na motowidło przędzę w parniki, a była dzisiaj tak urodna, że wójt, chłop młody jeszcze, spoglądał na nią łakomymi oczami — ale w końcu zaczął:
— Że to plucha, błocko i ćma, tośwa z Szymonem wstąpili do was po drodze; przyjęliście nas godnie, ugościli dobrym słowem, to cheba co stargujemy u was, matko…
— I we świecie coś niecoś stargować można, ino poszukać trza…
— Prawdęście rzekli, matko, jeno nic nam po szukaniu, bo u was widzi się nam najlepiej.
— Targujcie — zawołała wesoło.
— Jałowicę byśmy na ten przykład zatargowali.
— Ho, ho! Drogo stoi; nie na byle jakim postronku ją powiedzie!
— Ze śrebła poświęcanego mamy powrózek, a z takiego to choćby i smok, a nie zerwie się… No, wiela, matko? — i jął wyciągać butelkę z kieszeni…
— Wiela? Niełacno to rzec! Młódka, a na dziewiętnastą zwiesnę jej idzie, dobra i robotna, że mogłaby jeszcze roków parę postać u matki…
— Płone to stanie — bo bez przychówku, płone…
— La drugiej to i przy matce o to nietrudno! — szepnął Szymon. Wójt się roześmiał głośno, a stara błysnęła ino oczami i rzekła prędko:
— Szukajcie drugiej, moja może poczekać.
— Juści, że może, ale my nie znajdziemy urodniejszej i u lepszej maci!
— Rzekliście!…
— Ja, wójt, to wama mówię, to wierzcie… — Wyciągnął kieliszek, wytarł go połą kapoty, nalał w niego araku i rzekł poważnie: — Słuchajcie, Dominikowa, pilnie, co wama powiem; urzędnik jestem i moje słowo to nie ten ptaszek, co se pisknie, fiuknie i tylaś go już widział! Szymon, też wiadomo, kto jest — nie obieżyświat żaden, ino gospodarz, ociec dzieciom i sołtys!… Miarkujcie se ino, jakie figury do was przyszły i z czym, miarkujcie!
— Dyć wiem, Pietrze, i uważam.
— Mądraście kobieta, to i to wiecie, że prędzej czy później, a Jaguś z domu iść musi na swoje, tak już Pan Jezus postanowił, że ojce dzieci chowają la świata, nie la siebie.
— Oj prawda, prawda, ty matko
Cackaj, czesz, strzeż
I jeszcze dopłać komu —
Żeby wziął z domu…
— Tak już na świecie jest, to i nie zmieni. Chyba kapkę przepijemy, matko?
— A bo ja wiem?… Niewolić jej nie będę, cóż, Jaguś, odpijesz?…
— I… ja ta wiem… — pisknęła odwracając do okna zaczerwienioną twarz.
— Posłuszna! Pokorne cielę dwie matki ssie… — dorzucił Szymon poważnie.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional