lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 36

Jagna poczerwieniała z ucieszności.
— Tak powiedział! Niech mu Bóg da zdrowie! Dawno się już zbierałam zanieść na wotywę, dawno, ale jutro zaraz zaniesę.
— Przysłałby tu jeszcze ktoś z wódką, ino się boją ździebko… — zaczął po cichu.
— Parobek?… — zapytała stara nawijając na turkoczące po podłodze wrzeciono.
— Gospodarz na całą wieś, rodowy… ale wdowiec.
— Dziecków cudzych kolebała nie będę…
— Odchowane, nie bój się, Jaguś, odchowane.
— Co jej tam po starym… ma jeszcze lata… poczeka se na młodego, jak się jej uda jaki.
— Takiego nie braknie, a bo to młodych brak? Jak świece chłopaki, papierosy palą, w karczmie tańcują, gorzałkę piją i ino patrzą za dzieuchami, która jakie morgi ma i trochę gotowego grosza, żeby balować było za co… Gospodarze juchy, do połednia śpią, a po połedniu taczkami gnój wożą i motyczkami orzą pole…
— Na poniewierkę takiemu Jagny nie dam.
— Niepróżno mówią, żeście we wsi najmądrzejsza…
— Ale i za starym też uciechy nijakiej dla młódki…
— A bo to do uciechy nie ma młodych?
— Staryście kiej świat, a pstro wama jeszcze we łbie — powiedziała surowo.
— I… gada się, byle ozór nie skiełczał.
Zamilkli na długo.
— Stary uszanuje i na cudzy grosz niełasy — podjął znowu Jambroży.
— Nie, nie, ino obraza boska z tego bywa.
— Mógłby zapis zrobić — rzekł serio wytrząsając fajkę na trzon.
— Jagna ma dosyć swojego — odpowiedziała po chwili, wahająca już i niepewna.
— Więcej by on dał, niźli wziął, więcej…
— Rzekliście!
— Co wiadomo, nie z wiatru wziąłem ani z pomyślonku, nie od siebie przyszedłem…
Milczeli znowu. Stara ogładzała długo rozwichrzoną kądziel, potem pośliniła palec i jęła wyciągać lniane włókna lewą ręką, a prawą puszczała w wir wrzeciono, że z warczeniem, kieby bąk, kręciło się po podłodze i furkotało.
— Jakże? Ma to przysłać?
— Któren?
— Nie wiecie to? A dyć tamten! — wskazał przez okno na światła, ledwie migoczące przez staw, u Boryny.
— Dorosłe dzieci, dobrego słowa nie dadzą i prawa do swoich części mają.
— Ale może zapisać to, co jego… jakże?… A chłop dobry i gospodarz nie bele jaki, i pobożny, i krzepki jeszcze, sam widziałem, jak se korzec żyta zadawał na plecy. Już tam by Jagnie nic nie brakowało, chyba tego ptasiego mleka… a że wasz Jędrzych na bezrok do wojska staje… to Boryna z urzędnikami się zna, wie, do kogo trafić, mógłby pomóc…
— Jak ci się widzi, Jaguś?…
— Mnie ta wszystko jedno, każecie, to pójdę… wasza w tym głowa, nie moja… — mówiła cicho, wsparła czoło na kądzieli i zapatrzyła się w ogień bezmyślnie, i słuchała wesołego trzaskania gałązek. Ten czy tamten, wszystko było jej zarówno — wstrząsnęła się tylko nieco na przypomnienie Antka.
— Jakże? — pytał Jambroży powstając z ławki.
— Niech przysyłają… zrękowiny nie ślub jeszcze… — odrzekła wolno.
Jambroży pożegnał się i poszedł prosto do Boryny.
Jagna wciąż siedziała nieruchoma i milcząca.
— Jaguś… córuchno… co?…
— A nic… wszyćko mi zarówno… Każecie, to pójdę za Borynę… a nie, to ostanę przy was… bo mi to źle wami?…
Stara przędła dalej i mówiła cicho:
— Najlepiej chcę la ciebie, najlepiej… Juści, że stary on jest, ale krzepki jeszcze, i ludzki, nie tak jak drugie chłopy, uszanuje cię… Panią se będziesz u niego, gospodynią… A jak zapis zrobi, to już go tak narychtuję, żeby gront wypadł w podle naszego, koło żyta pod górką… a choćby i ze sześć morgów zapisał… Słuchasz to? Ze sześć morgów! A trza ci iść za chłopa… trza… po co mają wygadywać na ciebie i na ozorach obnosić po wsi?… Wieprzka by się zabiło… a może i nie… może… — umilkła i już w głowie układała sobie resztę, bo Jaguś jakby nie słyszała jej słów, przędła machinalnie, i jakby jej nie obchodził los własny, tak nie myślała o tym zamężciu.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional