lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 302

— Zostańcie z Bogiem, może się jeszcze zobaczymy! — szeptał łzawo, przyciskając je do piersi a całując po głowinach kiej ten ociec rodzony, ale że Antek przynaglał, to pobłogosławiwszy jeszcze dzieciom i domowi przeżegnał się i ruszył do przełazu pod bróg.
— Konie zaczekają u Szymka na Podlesiu, a Mateusz was powiezie.
— Muszę jeszcze zajrzeć do kogoś na wsi… Gdzie się spotkamy?…
— Przy figurze pod borem, zarno tam pociągniemy…
— A dobrze, bo z Grzelą mam jeszcze dużo do pomówienia.
I przepadł w mrokach, że nawet kroków nie było słychać.
Antek zaprzągł konie, włożył w brykę jakąś ćwiartkę żyta i worek ziemniaków, pogadał cosik długo z Witkiem na stronie i rzekł głośno:
— Witek, zaprowadź konie do Szymka na Podlesie i wracaj! Rozumiesz?
Chłopak jeno błysnął ślepiami, dorwał się koni i ruszył z kopyta tak ostro, jaże Antek za nim krzyknął:
— Wolniej, bo mi, jucho, szkapy zmordujesz!
Tymczasem zaś Rocho przebrał się chyłkiem do Dominikowej, kaj miał jakieś rzeczy, i zamknął się w alkierzu.
Jędrzych pilnował na drodze, Jagusia cięgiem wyzierała w opłotki, a stara siedząc w izbie nasłuchiwała niespokojnie.
Wyszło dobre parę pacierzów, nim wyszedł, pogadał jeszcze na stronie z Dominikową i zarzuciwszy toboł na plecy chciał iść, ale Jagusia naparła się ponieść za nim choćby do boru. Nie sprzeciwiał się temu i pożegnawszy starą ruszyli przez sad na pola.
Szli miedzami z wolna, ostrożnie i w milczeniu.
Noc była widna i sielnie roziskrzona gwiazdami, pośpione ziemie leżały w cichościach, tylko kajś na wsi ujadał pies…
Dosięgali już borów, gdy Rocho przystanął i wziął ją za rękę.
— Jaguś! — szepnął dobrotliwie — posłuchaj mnie uważnie.
Słuchała pilnie, rozdygotana jakimś złym przeczuciem.
Prawił kieby ksiądz na spowiedzi, wypominając jej Antka, wójta i już najbarzej Jasia! Prosił i zaklinał na wszystkie świętości, by się opamiętała i zaczęła żyć inaczej!
Odwróciła zesromaną twarz, oblały ją palące ognie wstydu, a serce spięło się męką, ale kiej spomniał Jasia, podniesła hardo głowę.
— A cóż to złego z nim wyrabiam, co?
Jął wywodzić po swojemu, a przedstawiać łagodnie, na jakie to pokusy się dają i do jakiego to grzechu i zgorszenia może ich zły doprowadzić…
Nie słuchała, wzdychając jeno i niesąc się myślami do Jasia, że już same wargi lśniące i nabrane krwią szeptały słodko, gorąco i zapamiętale:
— Jasiu! Jasiu! — A rozjarzone oczy rwały się gdziesik kieby ptaki radośnie rozśpiewane i krążyły nad jego głową najmilejszą…
— Dyć bym poszła za nim we wszystek świat! — wyrwało się jej bezwolnie, że Rocho zadrżał, spojrzał w jej oczy szeroko otwarte i zamilkł.
Na skraju boru pod krzyżem zabielały jakby kapoty.
— Kto tam? — wstrzymał się niespokojnie.
— Jesteśma! Swoi!
— Nogi mi się już plączą, że odpocznę nieco — rzekł rozsiadając między nimi. Jagusia zwaliła toboł i przysiadła nieco z boku, pod krzyżem, w głębokim cieniu brzóz.
— Żebyście ino nie mieli jakich nowych kłopotów…
— I… gorsze, że ano idziecie już od nas! — powiedział Antek.
— Być może, iż kiedyś powrócę, być może!…
— Psiekrwie, żeby człowieka gonić jak tego psa zepsutego! — buchnął Mateusz.
— I za co, mój Boże, za co? — jęknął Grzela.
— Że chcę prawdy i sprawiedliwości la narodu! — ozwał się uroczyście.
— Każdemu jest na świecie źle, ale już najgorzej sprawiedliwemu.
— Nie martw się, Grzela, przemieni się jeszcze na dobre, przemieni…
— Tak se i miarkuję, bo ciężko by pomyśleć, że wszystkie zabiegi na darmo.
— Czekaj tatka latka, jak kobyłę wilcy zjedzą! — westchnął Antek, wpatrzony w cienie, kaj mu bielała Jagusina gębusia.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional