lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 301

znienawidzon, a ja ci powtarzam, że On miłuje cię. Patrz na mnie! Gdym Jego nie miał, nic nie
miałem krom złości, która mieszkała w sercu moim, a teraz Jego miłość starczy mi za ojca i matkę, za
bogactwa i królowanie. W Nim jednym ucieczka, On jeden policzy twój żal, wejrzy na nędzę twoją,
zdejmie z ciebie trwogę i podniesie cię do siebie.
Tak mówiąc przywiódł go do fontanny, której srebrny strumień połyskiwał z dala w miesięcznym
świetle. Naokół była cisza i pustka, albowiem służba niewolnicza uprzątnęła już tu zwęglone słupy i
ciała męczenników.
Chilo rzucił się z jękiem na kolana i ukrywszy twarz w dłoniach, pozostał bez ruchu, Paweł zaś
podniósł twarz ku gwiazdom i począł się modlić:
— Panie, spojrzyj na tego nędzarza, na żal jego, na łzy i mękę! Panie Miłosierdzia, któryś przelał
krew za winy nasze, przez Twoją mękę, przez śmierć i zmartwychwstanie odpuść mu!
Po czym umilkł, lecz długo jeszcze patrzył w gwiazdy i modlił się.
A wtem spod jego stóp ozwało się podobne do jęku wołanie:
— Chryste!… Chryste!… Odpuść mi!…
Naówczas Paweł zbliżył się do fontanny i nabrawszy wody w dłonie wrócił do klęczącego nędzarza:
— Chilonie! Oto cię chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha! Amen!
Chilo podniósł głowę, rozłożył ręce i pozostał tak bez ruchu. Księżyc oświecał pełnym światłem jego
zbielałe włosy i równie białą, nieruchomą, jakby umarłą lub wykutą z kamienia twarz. Chwile
płynęły jedna za drugą; z wielkich ptaszarni, umieszczonych w ogrodach Domicji, poczęło dochodzić
pianie kogutów, a on klęczał jeszcze, podobny do nagrobnego posągu.
Wreszcie ocknął się, wstał i zwróciwszy się do Apostoła zapytał:
— Co mam czynić przed śmiercią, panie?
Paweł również rozbudził się z zadumy nad tą niezmierną potęgą, której nie mogły oprzeć się nawet
takie duchy, jak tego Greka, i odrzekł:
— Ufaj i daj świadectwo prawdzie!
Po czym wyszli razem. U bram ogrodu Apostoł pobłogosławił raz jeszcze starca i rozstali się,
albowiem wymagał tego sam Chilo przewidując, że po tym, co zaszło, cezar i Tygellinus każą go
ścigać.
Jakoż nie mylił się. Wróciwszy do siebie, zastał już dom otoczony przez pretorianów, którzy porwali
go i pod wodzą Scewinusa zawiedli na Palatyn.
Cezar udał się już był na spoczynek, lecz Tygellin czekał i ujrzawszy nieszczęsnego Greka powitał go
z twarzą spokojną, ale złowrogą…
— Popełniłeś zbrodnię obrazy majestatu — rzekł mu — i kara cię nie minie. Lecz jeśli jutro
oświadczysz w amfiteatrze, żeś był pijany i szalony i że sprawcami pożaru są chrześcijanie, kara
twoja skończy się na chłoście i wygnaniu.
— Nie mogę, panie! — odpowiedział cicho Chilo.
A Tygellin zbliżył się do niego krokiem powolnym i głosem również przyciszonym, ale strasznym,
zapytał:
— Jak to nie możesz, psie grecki? Zaliś nie był pijany i zali nie rozumiesz, co cię czeka? Spójrz tam!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional