lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 300

Płoszkowa wtoczyła swój spaśny kałdun w opłotki i dalejże rozpowiadać, jak to ją zaraz cosik tknęło, kiej dojrzała bryki, jak to…
— Cichojta! Ano Grzela z wójtem lecą na plebanię.
Poniesły oczy na drugą stronę stawu, przeprowadzając idących.
— Cie, to i Grzelę wołają.
Ale nie zgadły, bo Grzela puścił brata naprzód, a sam obejrzał bryki, stojące przed plebanią, wypytał furmanów, przyjrzał się żandarmom siedzącym w ganku i jakoś mocno zaniepokojony poleciał do Mateusza zajętego przy Stachowej chałupie; właśnie był siedział okrakiem na zrębie zacinając łuzy la osadzenia krokwi.
— Nie odjechały jeszcze? — pytał nie przestając rąbać.
— A nie, to jeno bieda, że nie wiada, po co przyjechały.
— I w tym się cosik tai niedobrego! — zająkał stary Bylica.
— A może o zebranie! Naczelnik się wygrażał, a strażniki już się tu i owdzie przewiadywały, kto Lipce buntuje — rzekł Mateusz zesuwając się na ziemię.
— To by rychtyk wypadało, że przyjechały po mnie! — szepnął Grzela rozglądając się niespokojnie, przybladł i ciężko robił piersiami.
— A mnie się widzi, co prędzej by po Rocha! — zauważył Stacho.
— Prawda, przeciek się już o niego przepytywali! Że mi to nawet w myślach nie postało! — odetchnął z ulgą, lecz srodze zatroskany o niego, rzekł smutnie:
— Ani chybi, że jeśli mają kogo wziąć, to tylko Rocha!
— Jakże, możemy go to dać, co? Rodzonego ojca, co? — krzyczał Mateusz.
— Hale, nie sposób się im przeciwić, ani mowy o tym…
— Niechby się kaj schował, trza go przestrzec, juści… — jąkał Bylica.
— A może to co drugiego, może to z wójtem sprawa — wtrącił nieśmiało Stacho.
— Na wszelki przypadek lecę go przestrzec! — zawołał Grzela i buchnął we zboża, przebierając się ogrodami do Borynów.
Antek siedział w ganku nakuwając sierpy na kowadełku i porwał się strwożony, dowiedziawszy się, o co idzie.
— Właśnie, co jeno przyszli. Rochu, a chodźcie no do nas! — krzyknął.
— Co się stało? — pytał stary wyściubiając głowę przez okno, ale nim mu rzekli, przyleciał srodze zaziajany Michał organistów.
— Wiecie, a to do was, Antoni, walą żandarmy! Już są nad stawem…
— To po mnie! — jęknął Rocho zwieszając smutnie głowę.
— Jezus, Maria! — krzyknęła Hanka stając w progu i uderzyła w płacz.
— Cicho! Trza zaradzić jakoś — szeptał Antek tężąc myślą.
— Skrzyknę wieś i nie damy was, Rochu! — srożył się Michał, wyłamując sielną gałąź i groźnie tocząc oczami.
— Nie bajdurz! Rochu, za bróg i w żyta, prędzej ino! Przywarujcie kaj w bruździe, póki was nie zawołam. A chybko, bych nie nadeszli…
Rocho zakręcił się po izbie, cisnął jakieś papiery Józce leżącej na łóżku i zaszeptał:
— Schowaj pod siebie, a nie wydaj!
I jak był, bez czapki a kapoty, rzucił się w sad i przepadł jak kamień we wodzie, że jeno kajś za brogiem zaruchało się żyto.
— Odejdź, Grzela! Hanka, do swojej roboty! Uciekaj, Michał, i ani mrumru! — rozkazywał Antek zasiadając do przerwanej roboty i jął znowu nacinać sierp tak równiuśko i spokojnie jak przódzi, tylko że co trochę podnosił ostrze pod światło, a strzygł ślepiami na wszystkie strony, gdyż naszczekiwania psów były coraz bliższe, i wnet rozległy się ciężkie stąpania, brzęki pałaszów i rozmowy…
Zatłukło mu serce i zadygotały ręce, ale ciął równo, akuratnie, raz za razem, nie odrywając oczów, aż dopiero kiej przed nim stanęli.
— Rocho doma? — pytał wójt, wielce zalękniony.
Antek obrzucił spojrzeniem całą kupę i odrzekł wolno:
— Musi być na wsi, bo nie widziałem go od rana.
— Otworzyć! — rozkazał grzmiąco jakiś starszy.
— Przeciek wywarte! — odburknął Antek dźwigając się z ławy.
Urzędnik wraz z żandarmami wszedł do chałupy, zaś strażnicy rozlecieli się pilnować sadu i obejścia.
Na drodze zebrało się już z pół wsi, przyglądając się w milczeniu, jak przetrząsali dom kieby kopę siana. Antek musiał im wszystko pokazywać i otwierać, a Hanka siedziała pod oknem z dzieckiem przy piersi.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional