lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 281

— Tak! Tak! — odpowiedział Winicjusz. — Ja muszę tam być. Sam ją wyjmę z trumny.
— Gdy raz będzie w moim domu pod Corioli, odpowiadam za nią — rzekł Niger.
Na tym skończyła się rozmowa. Niger udał się do gospody, do swoich ludzi. Nazariusz, zabrawszy
pod tunikę kiesę ze złotem, wrócił do więzienia. Dla Winicjusza rozpoczął się dzień pełen niepokoju,
gorączki, trwogi i oczekiwania.
— Sprawa powinna się udać, bo jest dobrze pomyślana — mówił mu Petroniusz. — Lepiej
niepodobna było wszystkiego ułożyć. Ty musisz udawać strapionego i chodzić w ciemnej todze. Ale
cyrków jednak nie opuszczaj. Niech cię widzą… Tak wszystko obmyślane, że nie może być zawodu.
Ale! Wszakże jesteś zupełnie pewny twego dzierżawcy?
— To chrześcijanin — odrzekł Winicjusz.
Petroniusz spojrzał na niego ze zdziwieniem, po czym jął ruszać ramionami i mówić jakby sam do
siebie:
— Na Polluksa! Jak się to jednak szerzy! I jak się trzyma dusz ludzkich!… Pod taką grozą ludzie
wyrzekliby się od razu wszystkich bogów rzymskich, greckich i egipskich. To jednak dziwne… Na
Polluksa!… Gdybym wierzył, że coś jeszcze na świecie od naszych bogów zależy, obiecałbym teraz
każdemu po sześć białych byków, a kapitolińskiemu Jowiszowi dwanaście… Ale i ty nie szczędź
obietnic twojemu Chrystusowi…
— Ja Mu oddałem duszę — odparł Winicjusz.
I rozeszli się. Petroniusz wrócił do cubiculum. Winicjusz zaś poszedł spoglądać z dala na więzienie,
stamtąd zaś udał się aż na stok Watykańskiego wzgórza, do owej chaty fossora, w której z rąk
Apostoła otrzymał chrzest. Zdawało mu się, że w tej chacie Chrystus wysłucha go prędzej niż
gdziekolwiek indziej, więc odnalazłszy ją i rzuciwszy się na ziemię, wytężył wszystkie siły swej
zbolałej duszy w modlitwie o litość i zapamiętał się w niej tak, że zapomniał, gdzie jest i co się z nim
dzieje.
Po południu już zbudził go odgłos trąb, dochodzący od strony Neronowego cyrku. Wyszedł
wówczas z chaty i począł spoglądać naokół oczyma jakby świeżo ockniętymi ze snu. Na świecie był
upał i cisza, przerywana tylko czasem przez dźwięk spiżu, a ciągle przez zapamiętałe ksykanie
koników polnych. Powietrze uczyniło się parne; niebo nad miastem było jeszcze błękitne, ale w
stronie Gór Sabińskich zbierały się nisko u brzegu widnokręgu ciemne chmury.
Winicjusz wrócił do domu. W atrium czekał na niego Petroniusz.
— Byłem na Palatynie — rzekł. — Pokazałem się tam umyślnie i zasiadłem nawet do kości. U
Anicjusza jest wieczorem uczta, zapowiedziałem, że przyjdziemy, ale dopiero po północy, gdyż
przedtem muszę się wyspać. Jakoż będę, a dobrze by było, gdybyś i ty był.
— Czy nie było jakich wiadomości od Nigra albo od Nazariusza? — spytał Winicjusz.
— Nie. Zobaczymy ich dopiero o północy. Uważałeś, że zapowiada się burza?
— Tak. Jutro ma być widowisko z chrześcijan ukrzyżowanych, może jednak deszcz przeszkodzi.
To rzekłszy, zbliżył się i, dotknąwszy ramienia Winicjusza, rzekł.
— Ale jej nie zobaczysz na krzyżu, tylko w Corioli. Na Kastora! Nie oddałbym tej chwili, w której ją
uwolnimy, za wszystkie gemmy w Rzymie. Wieczór już blisko…
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional