lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 262

pałacowych, starszyzny pretoriańskiej, patrycjuszów i wykwintnych kobiet. Niektóre lektyki
poprzedzali liktorowie, niosący siekiery wśród pęku rózg, inne tłumy niewolników. W słońcu
migotały złocenia lektyk, białe i różnobarwne suknie, pióra, zausznice, klejnoty, stal toporów. Z
cyrku dochodziły okrzyki, jakimi lud witał potężnych dostojników. Od czasu do czasu przybywały
jeszcze niewielkie oddziały pretorianów.
Lecz kapłani z rozmaitych świątyń przybyli nieco później, a za nimi dopiero niesiono święte dziewice
Westy, które poprzedzali liktorowie. Z rozpoczęciem widowiska czekano już tylko na cezara, który
też nie chcąc narażać ludu na zbyt długie oczekiwanie i pragnąc ująć go sobie pośpiechem, przybył
niebawem w towarzystwie Augusty i augustianów.
Petroniusz przybył między augustianami, mając w swej lektyce Winicjusza. Ów wiedział, że Ligia jest
chora i bezprzytomna, ale ponieważ w ostatnich dniach dostęp do więzienia był jak najsurowiej
strzeżony, ponieważ dawne straże zastąpiono nowymi, którym nie wolno było rozmawiać ze
stróżami, jak również udzielać najmniejszych wiadomości tym, którzy przychodzili pytać o więźniów,
nie był więc pewien, czy nie ma jej między ofiarami przeznaczonymi na pierwszy dzień widowiska.
Dla lwów mogli wysłać i chorą, choćby bezprzytomną. Ale ponieważ ofiary miały być poobszywane
w skóry zwierząt i wysyłane całymi gromadami na arenę, przeto nikt z widzów nie mógł sprawdzić,
czy jedna więcej lub mniej znajduje się między nimi, i nikt żadnej rozpoznać. Stróże i cała służba
amfiteatru była przekupiona, z bestiariuszami stanął zaś układ, że ukryją Ligię w jakimś ciemnym
zakątku amfiteatru, a nocą wydadzą ją w ręce pewnego Winicjuszowego dzierżawcy, który
natychmiast wywiezie ją w Góry Albańskie. Petroniusz, przypuszczony do tajemnicy, radził
Winicjuszowi, by otwarcie udał się z nim do amfiteatru i dopiero przy wejściu wymknął się w tłoku i
pośpieszył do lochów, gdzie dla uniknięcia możliwych pomyłek osobiście miał wskazać stróżom
Ligię.
Stróże puścili go małymi drzwiczkami, którymi wychodzili sami. Jeden z nich, imieniem Syrus,
poprowadził go natychmiast do chrześcijan. Po drodze rzekł:
— Nie wiem, panie, czy znajdziesz, czego szukasz. My dopytywaliśmy się o dziewicę imieniem Ligia,
nikt jednak nie dał nam odpowiedzi, ale być może, iż nie ufają nam.
— Dużo ich jest? — pytał Winicjusz.
— Wielu musi, panie, pozostać na jutro.
— Czy są chorzy między nimi?
— Takich, którzy by nie mogli ustać na nogach, nie masz.
To rzekłszy Syrus otworzył drzwi i weszli jakby do ogromnej izby, ale niskiej i ciemnej, światło
bowiem przychodziło do niej jedynie przez zakratowane otwory, oddzielające ją od areny.
Winicjusz z początku nie mógł nic dojrzeć, słyszał tylko w izbie szmer głosów i okrzyki ludu,
dochodzące z amfiteatru. Lecz po chwili, gdy oczy jego przywykły do zmroku, ujrzał całe gromady
dziwacznych istot, podobnych do wilków i niedźwiedzi. Byli to chrześcijanie, poobszywani w skóry
zwierząt. Jedni z nich stali, drudzy modlili się klęcząc. Tu i ówdzie z długich włosów, spływających po
skórze, można było odgadnąć, że ofiara jest kobietą. Matki, podobne do wilczyc, nosiły na ręku
również kosmato obszyte dzieci. Lecz spod skór wychylały się twarze jasne, oczy w mroku
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional