lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 243

— I poniekąd masz słuszność, bo w takim razie, gdy oto cezar przeczyta nam nową pieśń z Troiki,
musiałbyś, zamiast krzyczeć jak paw, wypowiedzieć jakieś zdanie dorzeczne.
Tygellin zagryzł wargi. Nie był on zbyt rad, iż cezar postanowił wygłosić dziś nową pieśń, albowiem
otwierało to pole, na którym nie mógł współzawodniczyć z Petroniuszem. Jakoż w czasie
wygłaszania Nero mimo woli, skutkiem dawnego przyzwyczajenia, zwracał oczy na Petroniusza,
pilnie bacząc, co w jego twarzy wyczyta. Ów zaś słuchał podnosząc w górę brwi, miejscami
potakując, miejscami natężając uwagę, jakby chciał sprawdzić, czy dobrze słyszał. I następnie to
chwalił, to przyganiał, wymagając poprawek lub wypolerowania niektórych wierszy. Sam Nero czuł,
że innym w wygórowanych pochwałach chodzi tylko o własne osoby, ten jeden zaś tylko zajmuje
się poezją dla samej poezji, jeden się zna i jeśli coś pochwali, to można być pewnym, że wiersze są
godne pochwały. Powoli też począł z nim rozprawiać, spierać się, a gdy wreszcie Petroniusz podał w
wątpliwość trafność pewnego wyrażenia, rzekł mu:
— Zobaczysz w ostatniej pieśni, dlaczegom go użył.
„Ach! — pomyślał Petroniusz. — Więc doczekam ostatniej pieśni”.
Niejeden zaś, słysząc to, mówił sobie w duchu:
„Biada mi! Petroniusz mając przed sobą czas może wrócić do łask i obalić nawet Tygellina”.
I poczęto znów zbliżać się do niego. Lecz koniec wieczoru mniej był szczęśliwy, cezar bowiem, w
chwili gdy Petroniusz go żegnał, zapytał nagle ze zmrużonymi oczyma i twarzą zarazem złośliwą i
uradowaną:
— A Winicjusz czemu nie przyszedł?
Gdyby Petroniusz był pewien, że Winicjusz z Ligią są już za bramami miasta, byłby odrzekł: „Ożenił
się z twego pozwolenia i wyjechał”. Lecz widząc dziwny uśmiech Nerona odrzekł:
— Twoje wezwanie, boski, nie znalazło go w domu.
— Powiedz mu, że rad go ujrzę — odpowiedział Nero — i powiedz mu ode mnie, by nie opuszczał
igrzysk, na których wystąpią chrześcijanie.
Petroniusza zaniepokoiły te słowa, wydało mu się bowiem, że odnoszą się wprost do Ligii. Siadłszy
w lektykę kazał się nieść do domu jeszcze prędzej niż rano. Nie było to jednak rzeczą łatwą. Przed
domem Tyberiusza stał tłum gęsty i zgiełkliwy, pijany jak poprzednio, lecz nie rozśpiewany i nie
tańczący, ale jakby wzburzony. Z dala dochodziły jakieś okrzyki, których Petroniusz nie umiał od
razu zrozumieć, ale które potężniały, rosły, aż wreszcie zmieniły się w jeden dziki wrzask:
— Chrześcijanie dla lwów!
Świetne lektyki dworaków posuwały się wśród wyjącej tłuszczy. Z głębi spalonych ulic nadbiegały
coraz nowe gromady, które zasłyszawszy okrzyk poczynały go powtarzać. Podawano sobie z ust do
ust wieść, że pościg trwa już od południa, że schwytano już mnóstwo podpalaczy, i wkrótce po
nowo wytkniętych i starych ulicach, po zaułkach, leżących w gruzach, naokół Palatynu, po
wszystkich wzgórzach i ogrodach rozlegały się, jak długi i szeroki Rzym, coraz wścieklejsze wrzaski:
— Chrześcijanie dla lwów!
— Trzoda! — powtarzał z pogardą Petroniusz. — Lud godny cezara.
I począł myśleć, że taki świat, oparty na przemocy, na okrucieństwie, o którym nawet barbarzyńcy
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional