lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 18

cytry. Zdawało się jej chwilami, że Winicjusz śpiewa jakąś pieśń dziwną, która sączy się w jej uszy,
porusza w niej krew, a zarazem przejmuje serce omdleniem, strachem i jakąś niepojętą radością…
Zdawało jej się też, że on mówi coś takiego, co w niej już było poprzednio, ale z czego nie umiała
sobie zdać sprawy. Czuła, że on w niej coś budzi, co drzemało dotąd, i że w tej chwili zamglony sen
zmienia się w kształt coraz wyraźniejszy, bardziej upodobany i śliczny.
Tymczasem słońce przetoczyło się dawno za Tyber i stanęło nisko nad Janikulskim wzgórzem. Na
nieruchome cyprysy padało czerwone światło — i całe powietrze było nim przesycone. Ligia
podniosła swoje błękitne, jakby rozbudzone ze snu oczy na Winicjusza i nagle — w wieczornych
odblaskach, pochylony nad nią, z prośbą drgającą w oczach, wydał się jej piękniejszy od wszystkich
ludzi i od wszystkich greckich i rzymskich bogów, których posągi widywała na frontonach świątyń.
On zaś objął z lekka palcami jej rękę powyżej kostki i pytał:
— Zali ty nie odgadujesz, Ligio, czemu ja mówię to tobie?…
— Nie — odszeptała tak cicho, że Winicjusz zaledwie dosłyszał.
Lecz nie uwierzył jej i przyciągając coraz silniej jej rękę, byłby ją przyciągnął do serca, bijącego jak
młotem pod wpływem żądzy rozbudzonej przez cudną dziewczynę — i byłby wprost do niej zwrócił
palące słowa, gdyby nie to, że na ścieżce, ujętej w ramy mirtów, ukazał się stary Aulus, który
zbliżywszy się rzekł:
— Słońce zachodzi, więc strzeżcie się wieczornego chłodu i nie żartujcie z Libityną…
— Nie — odrzekł Winicjusz — nie wdziałem dotąd togi i nie poczułem chłodu.
— A oto już ledwie pół tarczy zza wzgórz wygląda — odpowiedział stary wojownik. — Bogdaj to
słodki klimat Sycylii, gdzie wieczorami lud zbiera się na rynkach, aby chóralnym śpiewem żegnać
zachodzącego Feba.
I zapomniawszy, że przed chwilą sam ostrzegał przed Libityną, począł opowiadać o Sycylii, gdzie miał
swe posiadłości i duże gospodarstwo rolne, w którym się kochał. Wspomniał też, że nieraz
przychodziło mu na myśl przenieść się do Sycylii i tam dokonać spokojnie życia. Dość ma zimowych
szronów ten, komu zimy ubieliły już głowę. Jeszcze liść nie opada z drzew i nad miastem śmieje się
niebo łaskawie, ale gdy winograd pożółknie, gdy śnieg spadnie w Górach Albańskich, a bogowie
nawiedzą przejmującym wichrem Kampanię, wówczas kto wie, czy z całym domem nie przeniesie
się do swojej zacisznej wiejskiej sadyby.
— Miałżebyś chęć opuścić Rzym, Plaucjuszu? — spytał z nagłym niepokojem Winicjusz.
— Chęć tę mam dawno — odpowiedział Aulus — bo tam spokojniej i bezpieczniej.
I jął znowu wychwalać swoje sady, stada, dom ukryty w zieleni i wzgórza porosłe tymem i cząbrami,
wśród których brzęczą roje pszczół. Lecz Winicjusz nie zważał na tę bukoliczną nutę — i myśląc tylko
o tym, że może utracić Ligię, spoglądał w stronę Petroniusza, jakby od niego jedynie wyglądał
ratunku.
Tymczasem Petroniusz siedząc przy Pomponii lubował się widokiem zachodzącego słońca, ogrodu i
stojących przy sadzawce ludzi. Białe ich ubrania na ciemnym tle mirtów świeciły złotem od
wieczornych blasków. Na niebie zorza poczęła zabarwiać się purpurą, fioletem i mienić się na kształt
opalu. Strop nieba stał się liliowy. Czarne sylwetki cyprysów uczyniły się jeszcze wyrazistsze niż w
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional