lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 160

poznaje Ligię.
One zaś otoczyły go szalonym korowodem, a po chwili, chcąc go widocznie skłonić do pościgu,
pierzchły jak stado sarn. Lecz on został na miejscu z bijącym sercem, bez oddechu, bo jakkolwiek
rozpoznał, że Diana nie była Ligią i z bliska nie była nawet do niej podobna, zbyt silne wrażenie
pozbawiło go sił. Nagle ogarnęła go tęsknota za Ligią tak niezmierna, jakiej nigdy w życiu nie
doświadczał, i miłość do niej napłynęła mu nową ogromną falą do piersi. Nigdy nie wydała mu się
droższą, czystszą i bardziej umiłowaną jak w tym lesie szału i dzikiej rozpusty. Przed chwilą sam
chciał pić z tego kielicha i wziąć udział w owym rozpętaniu zmysłów i bezwstydu, teraz przejął go
wstręt i obrzydzenie. Poczuł, że dusi go ohyda, że piersiom potrzeba powietrza, a oczom gwiazd nie
zaćmionych przez gęstwę tego strasznego gaju, i postanowił uciekać. Lecz zaledwie ruszył, stanęła
przed nim jakaś postać z głową owiniętą w zasłonę i wsparłszy się dłońmi na jego ramionach,
poczęła szeptać oblewając mu gorącym tchnieniem twarz:
— Kocham cię!… Pójdź! Nikt nas nie ujrzy. Śpiesz się!
Winicjusz obudził się jakby ze snu:
— Ktoś ty?
Lecz ona wsparła się na nim piersią i poczęła nalegać:
— Śpiesz się! Patrz, jak tu pusto, a ja cię kocham. Pójdź!
— Ktoś ty? — powtórzył Winicjusz.
— Zgadnij!…
To rzekłszy przycisnęła przez zasłonę usta do jego ust, ciągnąc jednocześnie ku sobie jego głowę, aż
wreszcie, gdy jej zbrakło oddechu, oderwała od niego twarz.
— Noc miłości!… noc zapamiętania! — mówiła chwytając szybko powietrze. — Dziś wolno… Masz
mnie!
Lecz Winicjusza sparzył ów pocałunek i napełnił go nowym obrzydzeniem. Dusza i serce jego były
gdzie indziej i na całym świecie nie istniało dla niego nic prócz Ligii.
Więc odsunąwszy ręką zakwefioną postać rzekł:
— Ktokolwiek jesteś, kocham inną i nie chcę cię.
A ona zniżyła ku niemu głowę:
— Uchyl zasłony.
Lecz w tej chwili zaszeleściły liście pobliskich mirtów; postać znikła jak senne widziadło, tylko z
daleka rozległ się jej śmiech, jakiś dziwny i złowrogi.
Petroniusz stanął przed Winicjuszem.
— Słyszałem i widziałem — rzekł.
Winicjusz zaś odpowiedział:
— Pójdźmy stąd!…
I poszli. Minęli gorejące światłem lupanaria, gaj, łańcuch konnych pretorianów i odnaleźli lektyki.
— Wstąpię do ciebie — rzekł Petroniusz.
I wsiedli razem. Lecz przez drogę milczeli obaj. Dopiero gdy znaleźli się w atrium Winicjuszowego
domu, Petroniusz rzekł:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional