lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 155

— Ino przed kim? Do sądu pójdzie skarga.
— Cichocie, przywrzyjcie pysk, bo chory tu ano leży, a jego to wszyćko…
— Ale wy będziecie jedli.
— Pewnie, że wama nie dam i powąchać.
— Pół świni dacie i piekła wam robić nie będę — szepnął łagodniej.
— I jednego kulasa przez mus nie dostaniecie.
— To po dobroci dacie tę oto ćwierć i połeć słoniny.
— Antek każe wam dać, to dam, ale bez jego przykazu ni kosteczki.
— Wściekła się baba!… Antków to wieprzak czy co? — złość go znów ponosiła.
— Ojcowy, to jakby było Antkowy, bo skoro ociec chorzy, to on tu rządzi za niego i jego głową wszyćko stoi. A potem będzie, jak Pan Jezus da…
— W kreminale niech se rządzi, jak mu pozwolą… Smakuje mu gospodarka, powloką go w kajdanach na Sybir i tam se będzie gospodarzył! — wykrzyknął spieniony.
— Wara ci od niego!… może i powleką… jeno że i tak nie ogryziesz tych zagonów, byś latego i gorszym jeszcze judaszem stał się la narodu! — mówiła groźnie, roztrzęsiona nagłym strachem o męża.
Kowalowi aż kulasy zadygotały i ręce jęły drżeć i trzepać się po odzieniu, taką chęć poczuł za gardziel ją chycić, powlec po izbie i skopać, ale się jeszcze zdzierżył, ludzie byli — jeno ciskał w nią rozsrożonymi ślepiami, słowa nie mogąc wykrztusić. Ale ona się nie ulękła, bierąc nóż do krajania mięsa i bystro a urągliwie patrząc w niego, aż przysiadł na skrzyni, papierosa skręcał i czerwonymi ślepiami izbę oblatywał rozważając cosik w sobie i kalkulując, bo wstał rychło i rzekł dobrotliwie:
— Chodźcie no na drugą stronę, rzeknę coś waju na zgodę.
Otarłszy ręce poszła, pozostawiając wywarte na oścież drzwi.
— Nie chcę się z wami prawować ni kłócić — zaczął zapalając papierosa.
— Bo nic ze mną nie zwojujecie!
Uspokoiła się znowu.
— Mówił co jeszcze ociec wczoraj?
Łagodny już był, uśmiechał się do niej.
— Ni… leżał cicho, jako i dzisiaj leży…
Podejrzliwa czujność w niej wstała.
— Wieprzak fraszki małe ptaszki, zarzynajcie go sobie i zjedzcie, wasza wola… nie moja strata. Człowiek nieraz plecie, czego potem żałuje. Nie pamiętajcie, com rzekł! O ważniejszą sprawę idzie… Wiecie, powiadają we wsi, jako ociec mają mieć sporo gotowego grosza gdziesik w chałupie schowanego… — Przerwał wwiercając się oczyma w jej twarz. — Opłaciłoby się poszukać, broń Boże śmierci, to jeszcze się kaj zapodzieją albo kto obcy złapie.
— A powie to, kaj schował!
Głęboką nieprzenikliwość miała w oczach.
— Wam by wyśpiewał, byście go ino mądrze za język pociągnęli.
— Niech ino mu rozum przyjdzie, popróbuję wypytać…
— Byście mądrą byli i język za zębami trzymali, to o tym, gdyby się pieniądze znalazły, możem ino na spółkę wiedzieć. Znalazłby się większy grosz, to by było łacniej i Antka wykupić z kreminału… a po co drugie wiedzieć mają?… Jagna ma dosyć zapisu… i można by też na proces mieć, by jej te morgi wyprawować… A Grzeli mało to posyłali do wojska! — szeptał nachylając się do niej.
— Prawdę mówicie… juści… — jąkała strzegąc się, by z czym się nie wyrwać.
— Rachuję, że musiał kaj w chałupie schować… jak uważacie?
— Wiem to, kiej mi o tym ni słówkiem nie zatrącił?…
— O zbożu wam cosik wczoraj prawił… nie baczycie to? — podsuwał.
— Juści, że o siewach wspominał.
— I o beczkach cosik powiadał — przypominał nie spuszczając z niej oczu.
— Jakże! boć w beczkach stoi zboże do siewu! — zawołała, niby nie rozumiejąc.
Zaklął z cicha, ale się teraz utwierdzał coraz bardziej, że ona coś wie; wyczytał to z jej twarzy zamkniętej i z oczu zbyt przyczajonych i trwożnych.
— A com waju zawierzył, nie rozpowiadajcie…
— Pleciuch to jestem, któremu pilno z nowinkami po kumach?…
— Dyć przestrzegam ino… Ale pilnujcie dobrze, bo skoro już raz staremu zaświtało we łbie, to może mu się leda pacierz całkiem rozwidnić…
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional