lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 125

dziś rano, wezwany pilnym listem przez Petroniusza.
Tu powtórzył z naciskiem:
— Wyjechałem do Benewentu — rozumiesz?
— Wyjechałeś, panie! Rano żegnałem cię przecie przy Porta Capena — i od czasu twego wyjazdu
taka ogarnia mnie tęsknota, że jeśli twa wspaniałomyślność jej nie utuli, zakwilę się na śmierć, jak
nieszczęsna żona Zethosa z żalu po Itylu.
Winicjusz, lubo chory i nawykły do giętkości Greka, nie mógł jednak wstrzymać uśmiechu. Rad był
przy tym, że Chilo w lot go zrozumiał, więc rzekł:
— Zatem dopiszę, by ci łzy obtarto. Daj mi kaganek.
Chilo, uspokojony już zupełnie, wstał i uczyniwszy kilka kroków w stronę kominka, zdjął jeden z
palących się na murku kaganków.
Lecz gdy kaptur zesunął się przy tej czynności z jego głowy i światło padło wprost na jego twarz,
Glaukus zerwał się z ławy i zbliżywszy się szybko, stanął przed nim.
— Nie poznajesz mnie, Cefasie? — spytał.
I w głosie jego było coś tak strasznego, że dreszcz przebiegł wszystkich obecnych.
Chilo podniósł kaganek i upuścił go prawie w tej chwili na ziemię — po czym zgiął się we dwoje i
począł jęczeć:
— Nie jestem… nie jestem!… litości!
Glaukus zaś zwrócił się w stronę wieczerzających i rzekł:
— Oto jest człowiek, który zaprzedał i zgubił mnie i rodzinę moją!…
Historia jego była znaną i wszystkim chrześcijanom, i Winicjuszowi, który dlatego tylko nie domyślił
się, kim jest ów Glaukus, że mdlejąc ustawicznie z bólu przy opatrunku, nazwiska jego nie słyszał.
Lecz dla Ursusa krótka ta chwila, w połączeniu ze słowami Glauka, była jakby błyskawicą w
ciemności. Rozpoznawszy Chilona, jednym skokiem znalazł się przy nim, chwycił go za ramiona i
wygiąwszy je w tył, zawołał:
— On to namówił mnie, bym zamordował Glauka!
— Litości! — jęczał Chilo — oddam wam… Panie! — zawołał zwracając głowę do Winicjusza — ratuj
mnie! Tobiem zaufał, wstaw się za mną… Twój list… odniosę. Panie! panie!…
Lecz Winicjusz, który najobojętniej ze wszystkich patrzył na to, co zaszło, raz dlatego, że wszystkie
sprawy Greka były mu znane, a po wtóre, że serce jego nie znało, co to litość, rzekł:
— Zakopcie go w ogrodzie: list poniesie kto inny.
Chilonowi wydało się, że słowa te są ostatecznym wyrokiem. Kości jego poczęły trzeszczeć w
strasznych rękach Ursusa, oczy zachodziły łzami z bólu.
— Na waszego Boga! litości! — wołał — jestem chrześcijaninem!…Pax vobiscum! jestem
chrześcijaninem, a jeśli mi nie wierzycie, ochrzcijcie mnie jeszcze raz, jeszcze dwa, jeszcze dziesięć
razy! Glauku, to pomyłka! Pozwólcie mi mówić! Uczyńcie mnie niewolnikiem… Nie zabijajcie mnie!
Litości!…
I głos jego, dławiony bólem, słabł coraz bardziej, gdy wtem za stołem podniósł się Apostoł Piotr,
przez chwilę chwiał swą białą głową zniżając ją ku piersiom i oczy miał zamknięte, ale następnie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional