lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 110

o wynik przedsięwzięcia byłbym zupełnie spokojny.
— Wolałbym nieść padlinę owcy zdechłej na krosty przed miesiącem — odparł lanista — ale jeśli
oddasz mi tę kiesę, którą ci rzucił dostojny trybun, to poniosę cię aż do bramy.
— Obyś wybił wielki palec u nogi! — odpowiedział Grek. — Takżeś to skorzystał z nauk tego
czcigodnego starca, który przedstawiał ubóstwo i litość jako dwie najprzedniejsze cnoty?… Czyż ci
nie nakazał wyraźnie miłować mnie? Widzę, że nigdy nie zrobię z ciebie nawet lada jakiego
chrześcijanina i że łatwiej słońcu przeniknąć przez mury Mamertyńskiego więzienia niż prawdzie
przez twoją czaszkę hipopotama.
Kroto zaś, który posiadał zwierzęcą siłę, ale natomiast nie posiadał żadnych ludzkich uczuć, rzekł:
— Nie bój się! Chrześcijaninem nie zostanę! Nie chcę tracić kawałka chleba!
— Tak, ale gdybyś miał choć początkowe wiadomości z filozofii, wiedziałbyś, że złoto jest
marnością!
— Pójdź do mnie z filozofią, a ja ci dam tylko jedno uderzenie głową w brzuch i zobaczymy, kto
wygra.
— To samo mógł powiedzieć wół do Arystotelesa — odparł Chilo.
Na świecie szarzało. Brzask powłóczył bladą barwą zręby murów. Przydrożne drzewa, budynki i
rozrzucone tu i ówdzie pomniki grobowe poczęły się wychylać z cienia. Droga nie była już zupełnie
pusta. Przekupnie jarzyn zdążali na otwarcie bram, prowadząc osły i muły obładowane warzywem;
gdzieniegdzie skrzypiały wozy, na których wieziono zwierzynę. Na drodze i po obu stronach leżała
przy samej ziemi lekka mgła, zwiastująca pogodę. Ludzie, widziani z nieco większej odległości,
wyglądali w tej mgle jak duchy. Winicjusz wpatrywał się w wysmukłą postać Ligii, która, w miarę jak
brzask się powiększał, czyniła się coraz bardziej srebrzystą.
— Panie — rzekł Chilo — ubliżyłbym ci, gdybym przewidywał, że twoja hojność skończy się
kiedykolwiek, lecz teraz, gdyś mi zapłacił, nie możesz mnie posądzać, abym przemawiał tylko dla
mej korzyści. Otóż radzę ci raz jeszcze, abyś dowiedziawszy się, w którym domu mieszka boska
Ligia, wrócił do siebie po niewolników i lektykę i nie słuchał tej słoniowej trąby, Krotona, który
dlatego tylko podejmuje się sam porwać dziewicę, aby wycisnąć twoją kapsę jak worek twarogu.
— Masz u mnie uderzenie pięścią między łopatki, to znaczy, że zginiesz — odezwał się Kroto.
— Masz u mnie diotę kefalońskiego wina, to znaczy, że zdrów będę — odrzekł Grek.
Winicjusz nie odpowiedział nic, albowiem zbliżyli się do bramy, przy której dziwny widok uderzył ich
oczy. Oto dwóch żołnierzy klękło, gdy przechodził Apostoł, on zaś trzymał przez chwilę ręce na ich
żelaznych szyszakach, a potem uczynił nad nimi znak krzyża. Młodemu patrycjuszowi nigdy nie
przyszło dotąd na myśl, że już i między żołnierzami mogą być chrześcijanie, i ze zdumieniem
pomyślał, że jak w palącym się mieście pożar ogarnia coraz nowe domy, tak ta nauka z każdym
dniem obejmuje widocznie coraz nowe dusze i szerzy się nad wszelkie ludzkie pojęcie. Uderzyło go
też to i ze względu na Ligię, przekonał się bowiem, że gdyby była chciała uciec z miasta, znaleźliby
się strażnicy, którzy sami ułatwiliby jej potajemnie wyjście. Błogosławił też w tej chwili wszystkim
bogom, że się tak nie stało.
Przebywszy niezabudowane miejsca, znajdujące się za murem, gromadki chrześcijan poczęły się
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional